3 najlepsze balsamy do ust

IMG_7503

Kiedy wpadłam na pomysł tego wpisu, pogoda przypominała obowiązującą obecnie porę roku, czego nie mogę powiedzieć o niej w tym momencie. Chociaż jestem niesamowicie szczęśliwa, że bliżej jej teraz do wiosny niż zimy (w połowie stycznia!), to utarła mi nosa (i to nie śniegiem), bo temat leciutko stracił na sezonowości. Ja jednak jestem zdania, że pielęgnacja ust to temat ponadczasowy i nie podlega żadnej sezonowej modzie, dlatego poniżej znajdziecie listę trzech moich ulubionych balsamów do ust, które polecam stosować zwłaszcza zimą, ale również wiosną, latem i jesienią. A co, niech nasze usta zawsze wyglądają pięknie!

IMG_7493

Brzydkie kaczątko

Na wstępie wypadałoby zaznaczyć, że nie zawsze przykładałam do pielęgnacji tej partii wystarczająco dużo uwagi, co tym bardziej jest niewybaczalne, gdyż moje usta bez poświęcenia im należytej uwagi, zamieniają się w pękającą, suchą skorupę, nie tylko niekorzystną pod względem estetycznym, ale także uciążliwą na co dzień (to naprawdę może boleć). Postanawiając zaprzestać temu złemu nawykowi, odkryłam, że niestety łatwo nie zostanę posiadaczką jedwabiście miękkich i ponętnych ust. Bez regularnego nawilżania, poddawania wszelakim peelingom naturalnym, smarowania miodem (co przy okazji staje się niezłym testem na silną wolę) i używania wszelakich specyfików kilkanaście razy w ciągu dnia, nie miałam z moją skórą żadnych szans.

Ustomaniaczka

Na szczęście od tamtego czasu udało mi się dorwać kilka naprawdę pomocnych balsamów i pomadek, które ułatwiają mi tę jakże trudną misję. Od razu zaznaczam, że poniżej znajdziecie tylko kilka spośród nich, bo ostatnio nazbierało mi się ich dosyć sporo. Praktycznie w każdej torebce i kieszeni każdego płaszcza mam jakąś „awaryjną” na wypadek, gdybym zapomniała o którejś z trójki moich ulubieńców.

w

IMG_7514

Carmex – król balsamów do ust

W swojej dziedzinie osiągnął popularność niemalże porównywalną do Perwoll’u w kategorii płynów piorących a może nawet Old Spice’a jako władcy zasiadającego na piedestale męskich antyperspirantów. Na szczęście nie może pochwalić się tak niezręcznymi i niedorzecznymi spotami reklamowymi. Popularność osiągnął w takim razie całkowicie zasłużenie, dzięki niesamowitej skuteczności. Nie ma chyba lepszego speca w tej dziedzinie, więc nic dziwnego w tym, że co minutę sprzedają aż 130 sztuk tego cudeńka! A jest w czym wybierać. Mamy słoiczki, tubki i sztyfty. O smaku wiśni, truskawki, mięty a co najważniejsze wanilii (koniecznie muszę go gdzieś dorwać). Większość z nich posiada filtr przeciwsłoneczny SPF 15, co dodatkowo chroni nasze usta, a niektóre zostawiają po sobie satynowy połysk.

Jedyną wadą jaką mogłabym wymienić, jest powodowany przez niektóre z nich efekt zimna i mrowienia, który jest niestety nieodłącznym towarzyszem kamfory i mentolu, mających przynosić ulgę naprawdę suchym i popękanym ustom. Dla mnie niestety był on uczuciem dyskomfortowym i dlatego zrezygnowałam z wiśniowej tubki z filtrem na rzecz klasycznego balsamu w małym słoiczku, który nie daje takiego efektu, ale również niesamowicie nawilża. Czy wiecie, że produkują go od 1937 roku kiedy to założyciel firmy, Alfred Woelbing, który sam cierpiał z powodu suchych ust, wynalazł balsam Carmex, ręcznie wlewał do małych słoiczków i samodzielnie rozwoził po okolicznych aptekach? Od tego czasu stał się on sekretem gwiazd, modelek i wizażystów. Świetnie sprawdza się jako baza pod pomadkę a także jako jej wykończenie.

To dla mnie po prostu numer jeden wśród balsamów do ust, więc jeśli szukasz ideału to właśnie go znalazłaś! Jednak, jeżeli jeszcze nie jesteś do końca przekonana, sprawdź kolejne dwa rewelacyjne sztyfty. Na pewno, któryś z tych odmieni również i twoje usta!

ZA CO KOCHAM                                                                              

✓duże opakowanie, wygodny słoiczek

✓nawilża nawet bardzo suche usta, spierzchnięte i popękane

✓nie ma chemicznego posmaku

✓dobra cena

IMG_7528

Coca-Cola nie tylko w butelce, czyli seria Lip Smacker

Nie muszę chyba pisać jaka jest największa zaleta tego balsamu. Kto nie chciałby zamknąć w kosmetyku naprawdę dobrego smaku i zapachu? Głównie z ciekawości czy sztyft ten rzeczywiście smakuje jak napój Coca-Cola, skusiłam się na niego kiedyś w Biedronce. I wiecie co? Jest to najlepsza smakowa pomadka do ust jakiej kiedykolwiek używałam! Większość z balsamów, które szczycą się niesamowitym smakiem, dla mnie jest po prostu przereklamowana, bo według mnie smakują bardzo chemicznie i daleko im do jakiegokolwiek owocu. Może w tym właśnie tkwi sekret sztyftu Coca-Coli, że ma smakować jak napój, czyli coś czego smak został stworzony od podstaw przez człowieka a nie owoc, którego smaku nie da się podrobić (co najmniej jakbym była jakąś zażartą obrończynią praw natury). Niestety nie nawilża już tak dobrze jak Carmex, więc nie poradzi sobie z bardzo przesuszonymi ustami. Wchłania się też dosyć szybko, więc nie pozostawia ochronnej powłoki. Za to świetnie nabłyszcza! Nadaje się więc idealnie, kiedy nasze usta już są w dobrym stanie i jedynie chcemy zapobiegać ich ponownemu przesuszeniu. Używam go właśnie wtedy, kiedy moje usta są w naprawdę świetnej formie i nie potrzebują już tak głębokiego nawilżenia, jedynie lekkiego muśnięcia i nadania im połysku.

ZA CO LUBIĘ

✓niesamowity zapach i smak

✓wygodny sztyft

✓niesamowicie nabłyszcza

IMG_7539

Norweska siła Neutrogeny – ochronny sztyft  Levres Lippen SPF 20

Kosmetyk tej marki zachwycił mnie w tym wypadku nie po raz pierwszy. Jeżeli potrzebuję porządnej dawki nawilżenia przeważnie sięgam po produkty Neutrogeny, niezależnie od tego czy potrzebuję balsamu do ciała, czy serum do rąk (mimo, że nie jestem w stanie dokopać się do domu przez kilkumetrową warstwę śniegu za pomocą dłoni po jego użyciu. Bądźmy realistami, to naprawdę dobre serum a nie napój magiczny). Jesteśmy jednak w temacie najlepszych balsamów do ust, więc zwrócę uwagę na cechy norweskiej pomadki, którymi mnie zachwyciła. To, że świetnie nawilża to cecha wspólna Neutrogeny, ale ta pomadka robi to naprawdę dobrze, nawet w wymiarze bardziej leczniczym. Główną jej zaletą jest dla mnie filtr przeciwsłoneczny i to nie byle jaki, bo o wartości SPF 20! Poza tym podobnie jak poprzedniczka, dzięki postaci sztyftu jest naprawdę łatwa w aplikacji.

ZA CO SZANUJĘ

✓filtr przeciwsłoneczny SPF 20

✓dobre nawilżenie

✓łatwa w aplikacji

IMG_7542

4 Comment

  1. jankastrzela says: Odpowiedz

    Pozwolę sobie dodać do listy pomadkę oeparol, choć nigdy bym nie pomyślała, że będę jej używać. Stała sobie taka niepozorna na półce, a że akurat miałam jakieś drobniaki w kieszeni to ją kupiłam na spróbowanie. Jak się szybko okazało, nie potrzebuję już żadnej innej pomadki, bo dzięki tej moje usta są delikatne i nie pierzchną :)

  2. sonia says: Odpowiedz

    super wpis! ja mogę polecić primavera czarna porzeczka, zawsze miałam bardzo wysuszone usta a odkąd go używam są nawilżone i gładziutkie :)

  3. Ale się rozpisałaś na temat balsamów do ust :) Ale fajnie wszystko opisałaś, a Coca Cola wygląda ciekawie :)

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz