Rozkloszowane zaklepane

Im dłużej próbuję eksperymentować w temacie mody, tym bardziej odnajduję swoją bazę. Chociaż ostatnio trzymam się codziennych rozwiązań, które ewentualnie podkręcam kolorem lub jakimś ciekawym dodatkowym detalem, to od czasu do czasu zdarza mi się coś zmienić.

Miewam takie zachcianki, żeby zostawić w szafie to co noszę non stop i założyć coś co głównie leży na jej dnie albo połączyć rzeczy tak jak zazwyczaj nawet nie ośmieliłabym się. Dzisiaj jednak chodzi o to, że te właśnie wyskoki utwierdzają mnie w przekonaniu co jest moje i do czego chyba już zawsze będę wracać. I takie jest zestawienie z dzisiejszego wpisu.

Rozkloszowane spódniczki pamiętam od zawsze w swojej szafie. Dosłownie. Od zawsze. Raczej nic w tym dziwnego, bo to raczej dziecięco-dziewczęcy atrybut garderoby. Przyznam więc, że spodziewałam się momentu kiedy stwierdzę, że to już koniec, że wyrosłam i to w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. I o ile spora część od tamtego czasu stała się rzeczywiście za krótka, o tyle wciąż ulegam kolejnym.

Najprawdopodobniej wynika to z uczenia się w czym dobrze się czuję i w czym dobrze wyglądam. Niestety te dwie opcje nie zawsze idą w parze. Tym bardziej ten rozkloszowany krój, który wydaje mi się w największym stopniu łączyć je obie, jest moim faworytem. A jak to jest u Was? Nadal poszukujecie czy może już poznałyście swój?

Zazwyczaj taką bardzo podkreśloną talię, którą uzyskuje się dzięki rozkloszowaniu, równoważę luźniejszą bluzką. Rzadko kiedy podobają mi się zestawienia tego typu spódnicy z dopasowaną, obcisłą górą z zaznaczoną talią. Przynajmniej u mnie. Wolę jednak taki „workowaty” efekt, który powinnam raczej określić jako „oversizowy”, ale ostatnio staram się ograniczać wrzucanie angielskich słówek.

Jest jeszcze jeden nawyk, z którego,  podobnie jak ze słabości do tych dziewczęcych spódnic, jak dotąd nie wyrosłam. Czy Wy też jako małe dziewczynki przymierzałyście buty na obcasie, które były na Was co najmniej o dwa rozmiary za duże? Teraz mam to szczęście, że rozmiary mój i mojej mamy są na tyle zbliżone, że ciągle zdarza mi się jej coś podkradać. W przypadku tego zestawienia bez tego nawet nie miałoby jak powstać. Tym razem podebrałam jej zarówno tą uroczą bluzkę w grochy, którą później zagarnęłam do siebie jak i te świetne buty, które nie pierwszy raz ratują mnie po powrocie do domu z walizką o dość ograniczonej pojemności.

Takie rozwiązania przydają się bardzo zwłaszcza kiedy wracam do domu na krótszy czas, na przykład weekend i nagle okazuje się, że potrzebuję czegoś czego przy sobie nie mam. Tym razem padło na ostatnie święta, kiedy powstały poniższe zdjęcia, podobnie jak te z poprzedniego wpisu.  Na szczęście mam dla Was trochę więcej kadrów niż ostatnio. A kolejne z tamtego dnia prawdopodobnie już niebawem pojawią się na blogu.

zdjęcia Aleksandra Adamczuk

asysta/doborowe towarzystwo Mirosław Sycz

2 Comment

  1. Ta spódniczka jest bardzo ładna, trochę rozkloszowana, trochę ołówek.

  2. Wyglądasz przepięknie! ;)

Dodaj komentarz