Chioggia i Sottomarina – weneckie wyspy oraz moja ulubiona sukienka, czyli kolejna stylizacja z Włoch

To już drugi wpis z Włoch. Tym razem zabieram Was na wycieczkę po trzech wyspach należących do Laguny Weneckiej: Sottomarinie, Isoli dell’Union i Chioggi. Udała nam się ona dosyć spontanicznie.

Był to jeden z ostatnich dni naszego pobytu we Włoszech. Mieliśmy w planach wycieczkę do Wenecji. Niestety na Isola dell’Unione okazało się, że statki, które kursują stąd do Wenecji, odpłynęły jakąś godzinę temu. Następną okazję mieliśmy dopiero następnego dnia i właśnie z niej postanowiliśmy skorzystać. Wprawdzie mogliśmy pojechać samochodem aż do samego celu zamiast płynąć statkiem, ale było już dosyć późno a droga i szukanie parkingu na miejscu zabrałyby nam dodatkowy czas. Poza tym transport statkiem traktowaliśmy jako dodatkową atrakcję.

img_2054m img_2111m

Nie chcieliśmy, aby nasz przyjazd okazał się bezcelowy i zostaliśmy na kilka godzin. Spacerowaliśmy po wyspach Chioggia i Sottomarina. Było dosyć gorąco, ale w przyjemny sposób jak na Włochy. Uwierzcie mi, że nawet taki zmarzluch jak ja czasami nie mógł wytrzymać w tych włoskich upałach. W takie dni najchętniej wybieraliśmy się z Damianem na plażę taką jak Faro z poprzedniego wpisu. Pogoda na spacer była więc idealna!

img_2060m

Pierwsza z wysp, Chioggia, ma naprawdę niesamowity klimat. Pełno na niej wąskich uliczek, starych kamienic i kanałów przez co bardzo kojarzyła nam się z Wenecją, mimo że tą właściwą zobaczyliśmy na własne oczy następnego dnia. Dopiero po wyjeździe przeczytałam, że ze względu na położenie i sieć kanałów, Chioggia jest nazywana małą Wenecją, więc w sumie nasze skojarzenia nie były bezpodstawne.

img_2255mimg_2267mimg_2149m
Druga, Sottomarina, jest już bardziej nowocześniejsza. Znajdują się na niej regionalne, włoskie butiki i bardziej popularne sklepy sieciowe oraz mnóstwo restauracji czy kawiarni. Największą jej atrakcją jest jednak ogromna plaża.

Chyba nigdy nie widziałam tylu ludzi w jednym miejscu! Widok z daleka przypominał rój mrówek poprzetykany kolorowymi parasolkami. Ze szklanymi hotelami i parkami rozrywki w pobliżu całość prezentowała się jak Miami Beach. Na mniejszą skalę, ale nadal robiąc wrażenie.

img_2099m img_2073mcollage4 img_2067m

Ciekawym akcentem były kolorowe rowery, które stanowiły część sklepowych wystaw. Pomalowane na pastelowe lub bardzo jaskrawe barwy. W kropki czy obklejone muszlami. W większości z nich, w zawieszonych na kierownicy lub bagażniku koszykach, znajdowały się bukiety kolorowych kwiatów, ale na przykład przed drogerią zamiast nich umieszczono torebki na zakupy z logo sklepu.

img_2129m img_2131m collage2 img_2145m

Zdjęcia mojej stylizacji na ten dzień zrobiliśmy głównie na najmniejszej z trzech wysp, czyli Isola dell’Union. Wzdłuż można ją przejść w jakieś trzy minuty. Łączy ona dwie poprzednie wyspy i właściwie cała jest jakby pomostem z przystanią dla statków, w tym promów do Wenecji.

Czerwona, chyba moja ulubiona sukienka z plisowanym dołem i brązowe sandałki były przeznaczone na zwiedzanie Wenecji, ale w sumie później cieszyłam się, że los trochę pokrzyżował nam plany. Następnego dnia, kiedy udało nam się załapać na prom, byłam już ubrana w wygodniejsze buty sportowe i praktyczniejsze krótki spodenki, ale o tym w następnym wpisie z Włoch.

Na sesję załapał się też Damian. Chyba nikt nie odmówiłby zrobienia mu zdjęciu w tak pięknej scenerii. Zresztą, oceńcie sami.

1 img_2181c 2img_2173m img_2183a

zdjęcia Damian i ja

1 Comment

  1. Ev says: Odpowiedz

    Raj na ziemi :)

Dodaj komentarz