Dwie strony medalu

Pamiętacie jak niespełna dwa miesiące temu pisałam, pierwszego jej dnia. że jesień pomimo swoich dwóch skrajnych postaci, jest moją ulubioną porą roku? I wiecie co? Nadal nią pozostaje. Zresztą, spójrzcie tylko na te zdjęcia.

Z początku lekko melancholijna, siedzę pod drzewem. Moje zamyślenie być może wynika z tego, że taka właśnie jest ta pora roku. Pełna długich wieczorów skłonnych do refleksji przy nastrojowej muzyce. Przy gorącej czekoladzie. Przy podręczniku z protetyki. Właściwie to przy czymkolwiek.

Jako powód tej zadumy obstawiam albo to, albo może po prostu zastanawiałam się wtedy nad tym jak bardzo zmoknie mi tyłek od siedzenia na ziemi tuż po deszczu. Jedno z dwóch. Oczywiście nie śmiem narzekać (tak Olu, chcę mieć super zdjęcia), ale czy Was też każdy straszył wilkiem nie tylko w bajce o Czerwonym Kapturku?

Po chwili pojawia się na twarzy po prostu uśmiech. Jest dobrze. Nawet bardzo. W końcu przestało padać. Udało nam się w tym roku uwiecznić z Olą złotą jesień. No i nie siedzę już dłużej na mokrych liściach. Dostrzegać każdy, nawet najmniejszy pozytyw jest niemałym wyzwaniem. Chociaż tę umiejętność wciąż w sobie kształtuję, sama potrafię przyłapać się na tym jak cieszą mnie z pozoru prozaiczne rzeczy. Ale o tym też Wam wspominałam, w ostatnim wpisie.

Chyba właśnie tym sposobem, mimo pochmurnych dni, które stale usiłują przeciągnąć mnie na ciemną stronę mocy, wciąż zostaję przy zdaniu, że nawet one nie są w stanie zdominować tych pięknych i słonecznych. Przecież wszystko ma swoją drugą, złotą stronę. Jesień też.

zdjęcia Aleksandra Adamczuk

płaszcz/no name, golf/sh, spódniczka/vintage, buty/ccc

1 Comment

  1. Świetna spódniczka ;)

Dodaj komentarz