Różowe spodnie, czarna koszulka i dodatki

Nie było mnie tutaj tak długo, że aż boję się sprawdzić ile dokładnie dni minęło od publikacji ostatniego wpisu. Zauważyłam zresztą, że nie tylko u mnie sesja ograniczyła blogowanie. Cieszę się jednak, że według statystyk w ciągu tej dłuższej przerwy nadal zaglądało tu trochę osób.

Sesja na studiach to prawdziwy maraton. Długi, wyczerpujący bieg z metą za horyzontem. Chociaż nigdy nie stratowałam w maratonie to mam o nim swoje wyobrażenie, które bardzo przypomina mi sesję.

Kiedy zaczynasz jesteś pełen nadziei i zmotywowany do działania. Wyznaczasz sobie cel i do niego dążysz. Jedak z każdym dniem robi się coraz ciężej. Zaczyna powoli brakować ci sił. Najgorszy jest jednak brak chęci. W końcu chcieć to móc, więc nie chcieć oznacza tyle co nie móc. W czasie sesji nie ma jednak miejsca na ‚nie chcieć’ i ‚nie móc’. Jest za to ‚musieć’. Zwłaszcza pod koniec. Nie będę jednak za bardzo narzekać. W końcu właśnie to był mój wybór i wiedziałam, że nie będzie łatwo.

Najdziwniejsze jest zjawisko upływania czasu. Podczas sesji niemal widzisz jak ucieka Ci przez palce, ale z drugiej strony cały proces wydaje się trwać w nieskończoność. O ile według mnie druga część pokrywa się z maratonem, o tyle pierwsza raczej go nie dotyczy. Może ktoś Was studiuje, brał udział w maratonie i może potwierdzić lub nie moje przypuszczenia?

Na szczęście zdjęcia z tego wpisu nie powstały aż tak dawno, żeby całkowicie nie pasować do obecnej pogody. Pomimo tego, że zdążyła się już zmienić pora roku.

Różowe spodnie to rzecz, której z pewnością nie określiłabym w stu procentach jako coś w moim stylu, chociaż ogólnie staram się unikać tego określenia. Zwłaszcza, że nie potrafię go sprecyzować i sama nie wiem co w moim przypadku ono oznacza. Cały czas zaskakują mnie moje wybory. Chociażby takie ja te różowe rurki.

Przeleżały w szafie naprawdę długo zanim założyłam je ten pierwszy raz. Postanowiłam połączyć je tylko z czernią, bo jak dla mnie same w sobie wnoszą już tak dużo koloru, że przy zestawieniu nawet trzech barw mogłabym wyglądać niczym lalka Barbie. Jednak kto wie co przyjdzie mi jeszcze do głowy. Może znowu sama siebie zaskoczę. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to pink total look.

IMG_1692aIMG_1697a 2 IMG_1696aIMG_1720a IMG_1694a IMG_1716a 1 IMG_1745a IMG_1742a

spodnie – ciuch (podobne tu)

koszulka – ciuch (podobna tutaj),

torebka – ciuch (podobne tu i tu)

balerinki/DeeZee

9 Comment

  1. Spodnie mają śliczny kolor :)

  2. zgadza się – sesja to prawdziwy maraton;p u mnie najgorzej było na drugim roku, potem już z górki;p świetny zestaw – idealny na co dzień;)

  3. Spodnie + balerinki genialne!<3
    Super, podoba mi się:)

  4. Studiowałam filologię i to straszna szkółka była, czego żałowałam trochę, bo miałam wielką romantyczną nadzieję na wykłady w których nie trzeba uczestniczyć, imprezy i zrywy kawowo-naukowe w sesji, a tymczasem wielkiej różnicy między sesją a nie-sesją nie było;)
    Ale w gruncie rzeczy na dobre mi to chyba wyszło;)

    Fajnie wyglądasz:)

    1. To rzeczywiście ciężko skoro nie widać było różnicy między sesją a nie-sesją! Chyba, że sesja była taka łatwa ;) U mnie różnica była ogromna, co nie oznacza, że nie-sesja była czasem luzu i obijania się :) Dzięki za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie :)

  5. bardzo fajnie wyglądasz:)

  6. Dobrze że już jesteś :) czyli wszystko zaliczone w pierwszym terminie ?
    Też kiedyś miałam różowe spodnie i łączyłam je często z białymi rzeczami. Ale jako że rzadko noszę jakiekolwiek spodnie to te tez poszły w odstawkę ;) Świetnie wyglądasz !

    1. Dzięki! Niestety nie wszystko zaliczone. Został mi jeden przedmiot na wrzesień, ale się nie poddaję :) Biały to też świetny wybór do różu! Sama myślałam nad tym połączeniem w przypadku tych właśnie spodni ;)

      Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz