Zimowa parka, różowa beanie i czarna rozkloszowana spódniczka, czyli przejściowy look

Nastała pora roku, której nie lubię najbardziej ze wszystkich. Nijaka. Ziemi nie pokrywa ani śnieg, ani trawa. Słońce świeci, ale trochę jakby za słabo a temperatura rośnie w górę, ale mroźny wiatr nie pozwala się nią cieszyć. Zdarzają się wprawdzie już bardziej wiosenne dni, ale w myśl mojej kochanej babci, uważam taką pogodę za zdradliwą i jak na razie nie zdejmuję raczej czapki, żeby nie nabawić się przeziębienia.

Czapka to dla mnie taki wyznacznik zmiany pory roku. Kiedy zdejmuję ją na stałe to znak, że niezależnie od tego co twierdzi kalendarz, nastała już wiosna. Kiedy muszę wygrzebać ją z dna szafy, pora na jesień. Może macie podobnie? Na szczęście, z każdym dniem, zbliżamy się do prawdziwej wiosny, której w tym roku wyjątkowo nie mogę się doczekać. A żeby choć trochę umilić sobie to oczekiwanie, jakiś czas temu zdecydowałam się na tę pastelową beanie. Chyba już w każdy możliwy sposób próbuję przywołać wiosnę.

Przejściowa pogoda ma też swoje plusy. Zdążyłam jeszcze pokazać Wam zimową parkę z tego wpisu, którą kupiłam na wyprzedaży w Zarze. Od początku była raczej inwestycją na kolejny sezon. Takie proste, klasyczne rzeczy przydają się w szafie niezależnie od zmieniających się trendów, więc według mnie dobrze zaopatrywać się w nie właśnie na posezonowych wyprzedażach i w ten sposób trochę oszczędzić.

Do tej zimy nie uważałam nawet, że potrzebuję czegoś takiego jak zimowa kurtka. Nie pierwszy raz napiszę, że już od kilku lat jestem zwolenniczką płaszczy, wojującą o zniesienie jakiejś niepisanej zasady, według której zimą nasze społeczeństwo postanawia wprowadzić się w jeszcze bardziej ponury nastrój, tworząc czarno-szary tłum. Tak oto, w tej wiekopomnej chwili, prezentując Wam kurtkę w ciemnozielonym kolorze, przechodzę chyba na ciemną stronę mocy.

Na swoje usprawiedliwienie mam tylko szalone podszycie w cętki. Być może ono ratuje jeszcze mój kolorowy honor. Pomyślicie, tonący brzytwy się chwyta. Oprócz niej i potrzeby czegoś naprawdę ciepłego jako alternatywy dla mojego wysłużonego już futra, nie mam już żadnych argumentów. Może to tylko praktyczne podejście a może zaczynam się starzeć. Na szczęście uważam tę kurtkę za na tyle ładną, żeby nie zacząć jeszcze panikować, że naprawdę zmieniłam drużynę kolorowych płaszczy na stałe.

zdjęcia Aleksandra Adamczuk 

kurtka/Zara, koszula/ciuch, spódniczka/ciuch, czapka/Cropp, traperki/CCC

1 Comment

  1. Jak zwykle genialne zdjęcia :)

Dodaj komentarz