Pierwszy dzień jesieni

Oksymoron. To pierwsze słowo, które przychodzi mi na myśl, kiedy pojawia się jesień. A pojawia się wszędzie. Od wyszukiwarki i fesjbuka, poprzez to co mamy za oknem, kończąc w mojej głowie. Przez to wszystko, ląduje ostatecznie aż na blogu. W razie gdybyście jeszcze jakimś cudem nie zauważyli, obchodzimy właśnie pierwszy dzień jesieni.

Dlaczego oksymoron? Bo nie mogę zamknąć tej pory roku ani w określeniu piękna, ani brzydka. Każde z nich, któregoś dnia byłoby sprzeczne. Dzisiaj na przykład, kiedy za oknem leje jak z cebra, jest wręcz szaro jakby słońce przysłonił jakiś olbrzymi brystol a przede wszystkim jest z pewnością okropnie zimno, czego pozwolę sobie osobiście nie sprawdzać, dzisiaj epitet piękna jesień, jest właśnie oksymoronem. A przecież taka bywa.

Żeby nie zrobiło się zbyt poetycko i melancholijnie, do czego najwyraźniej skłania mnie ta pora roku już od pierwszego dnia, powiem tylko, że naprawdę lubię jesień. Właśnie może dzięki tym sprzecznościom. Dzięki temu, że jest zmienna. Raz piękna a raz brzydka. Inne pory raczej charakteryzują się większą przewidywalnością. Nawet pomimo tego, że moje meteopatyczne skłonności, nie pozwalają mi do końca cieszyć się tą zmiennością jesieni a mój dobry nastrój w dużej mierze zależy od bezchmurnego nieba, i tak jaką swoją ulubioną porę roku, wybieram wciąż jesień.

Kolorowa, polska jesień to chyba najpiękniejszy czas w roku. Uwielbiam spacerować kiedy dookoła królują te ciepłe barwy spadających liści. Nie wiem jak Wy, ale według mnie, nawet wiosna nie może się temu równać. Chociaż czasami próbuje doścignąć jesień (ah, te kwitnące magnolie). Może to właśnie upodobania kolorystyczne stawiają ją na piedestale. Czerwień, żółć i brąz to zdecydowanie moje kolory! Poza tym, to też najbardziej kreatywna pora roku pod względem modowym. I choć sukienka z dzisiejszego wpisu, wymagałaby obecnie towarzystwa, to właśnie tą wielowarstwowość jesiennych stylizacji bardzo lubię. Nie mogę wtedy pozwolić sobie na leniwy wybór sukienki, która tworzy właściwie całość, ale nie potrzebuję też ukrywać się w futrze, aby jakimś cudem nie stać się lodowym posągiem.

Cieszę się więc, że jest już jesień. Mam cichą nadzieję, że nie pożałuję tych słów, brodząc przez trzymetrowe kałuże i pogoda nam dopisze. Przynajmniej przez większość czasu. A wtedy być może i Wy także pokochacie jesień. Chyba, że już uwielbiacie ją tak jak ja?

zdjęcia Aleksandra Adamczuk

1 Comment

  1. Jak uroczo <3 Pięknie Ci w tej sukience! :)

Dodaj komentarz